Przed kościołem w Wielgowie koło Szczecina, przy ulicy Bałtyckiej, stoi kamień z tablicą pamiątkową informującą o rozstrzelaniu kilkudziesięciu mieszkańców wsi Zubrza pod Lwowem 19 lipca 1944 roku.

 

Oddajmy głos świadkowi tych dramatycznych wydarzeń.

Wspomina Bronisław Dzikowski:
Akcja „Burza” nie mogła ominąć Lwowa i okolic. Oddziały Armii Krajowej rozkazem dowództwa z 5 lipca 1944 we Lwowie miały wyznaczone szczegółowe zadania. W Zubrzy działały dwie radiostacje służące do komunikacji z Londynem. Zmobilizowanych było sporo żołnierzy AK. Obok Lwowa i Zubrzy w lesie stacjonowały także oddziały własowców, które walczyły po stronie niemieckiej. Pech chciał, że późnym wieczorem, a właściwie już w nocy z 18 na 19 lipca 1944 roku w okolicach Zubrzy spotkały się dwuosobowe patrole zwiadowców AK i własowców. Doszło do wymiany ognia. W wyniku strzelaniny jeden z żołnierzy AK został postrzelony w szyję. Z patrolu własowców jeden z żołnierzy został zabity, a drugiemu udało się uciec. Dopuszczenie do udanej ucieczki było brzemienne w skutki. Zwiadowca dotarł do swoich oddziałów. Wieś Zubrza została otoczona wojskiem oraz zostało powiadomione Gestapo we Lwowie o zaistniałym incydencie. W tym samym czasie żołnierze patrolu AK, którzy zdawali sobie sprawę z tego, co może nastąpić w odwecie, postanowili ostrzec mieszkańców Zubrzy. Nie było to łatwe, były późne godziny nocne i wszyscy spali. Po dotarciu do wsi podpalili stodołę, aby w ten sposób podnieść alarm i zwołać mieszkańców. Niestety, do ostrzeżenia nie doszło. Wieś w tym czasie była już otaczana przez własowców, przybyli też funkcjonariusze Gestapo. Wojsko zaczęło wyłapywać ludzi powracających z akcji gaszenia pożaru. Wielu też zostało wyciągniętych ze swoich domów. Złapanych zostało ponad 100 cywilnych osób. Zostali oni zgromadzeni w okolicach szkoły, w której czekali gestapowcy. Ze zgromadzonych cywilów własowcy wybrali około 50 osób, pozostali zostali zwolnieni do domów. Gestapo uznało, że można jeszcze zwolnić połowę. Aresztowane osoby zostały ustawione w kolumnę i wyprowadzone poza zabudowania. Za zabudowaniami zostali rozstrzelani przez konwojujących. Jedna z aresztowanych – młoda dziewczyna – została zabrana przez żołnierzy do jednostki i tam zgwałcona na śmierć.
Nikt z mieszkańców Zubrzy nie wiedział co się stało i dlaczego, wszyscy byli zdezorientowani. Na pewno, gdyby wiedzieli o wcześniejszej potyczce patroli, próbowaliby ucieczki i obrony. Także prowadzona kolumna idąca drogą wzdłuż rosnących zbóż i konwojowana tylko przez 6 własowców miała szansę na ucieczkę. Po opuszczeniu Zubrzy przez Gestapo i własowców wieść o zaistniałej tragedii szybko rozeszła się wśród mieszkańców. Wśród zamordowanych osób było też 7 niezmobilizowanych żołnierzy AK. Kilka dni później zamordowani, oprócz kilku osób, zostali pochowani we wspólnej mogile na cmentarzu w Zubrzy.

Pan Dzikowski wspomina dalej:
W roku 1989 warszawski oddział NOT zorganizował kilkudniową wycieczkę techniczną do Lwowa. Udało mi się wziąć w niej udział. Przy okazji odwiedziłem Zubrzę. Na cmentarzu mogiła rozstrzelanych była zarośnięta krzakami i nikt o nią nie dbał. Będąc we Lwowie udałem się do Konsulatu Polskiego z listą rozstrzelanych i przedstawiłem prośbę o uporządkowanie mogiły i postawienie pomnika upamiętniającego rozstrzelanych w Zubrzy. Konsul obiecał pomoc. Wspólnie z Towarzystwem Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej mogiła miała być uporządkowana. W tym czasie krakowski Energopol prowadził prace na cmentarzu Orląt Lwowskich we Lwowie. Przy okazji tych prac miała być ustawiona tablica pamiątkowa z opisem wydarzeń na cmentarzu w Zubrzy. Los jednak zrządził inaczej. Rok 1991 to rozpad Związku Radzieckiego i powstanie między innymi Ukrainy. Władze Ukrainy cofnęły wszelkie ustalenia i pozwolenia. Pomnik upamiętniający zbrodnię własowców nie jest poprawny politycznie na terenie Ukrainy. Projekt całkowicie upadł. W to miejsce powstał nowy pomysł, aby w zamian taki pomnik powstał na cmentarzu komunalnym w Wielgowie. Okazało się jednak, że aby taki pomnik mógł powstać potrzeba sporej ilości dokumentacji i pozwoleń. Potrzebne są też spore środki pieniężne. Przekraczało to moje możliwości. Zwróciłem się do ks. Kazimierza Napierały, proboszcza naszej parafii i przedstawiłem trudności przy chęci realizacji tego pomysłu. Ks. proboszcz wyraził zgodę, aby taki pomnik powstał na terenie kościelnym. Ucieszyłem się z tego. Zostały sprowadzone dwa spore kamienie ze żwirowni koło Stargardu Szczecińskiego. Jeden został wykorzystany do budowy pomnika, a drugi leży do dzisiaj obok budynku plebanii. Zamówiłem w stoczni szczecińskiej tablicę z napisami. Obróbką kamienia i montażem tablicy zajął się zakład kamieniarski ze Sławociesza. Został wykonany fundament i ścieżka z polbruku. Polbruk został też ułożony do figury Matki Boskiej. Wszystkie prace zostały wykonane na mój koszt. 19 lipca 1996 roku, w 62 rocznicę tamtych wydarzeń tablica została uroczyście odsłonięta i poświęcona przez ks. Kazimierza Napierałę. W uroczystości wzięli udział byli żołnierze AK i mieszkańcy Wielgowa.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here