Pamięć o kresach

Wrocławianin Marek Bartosiewicz 10 lat życia poświęcił na napisanie książki o rodzinnej wsi swoich rodziców – Czyszkach koło Lwowa.
Przyznaje, że motorem, który pchnął go do działania, był wstyd. No i nadmiar czasu, jaki dopadł go na emeryturze. Usiadł i napisał – łatwo powiedzieć. A przecież wcale nie przyszło łatwo, choć dzisiaj nie kryje dumy z tych kilkuset stron, zupełnie jak rodzic, który chwali się sukcesami dziecka.
– Może to banalne, ale ta książka to mój dług wobec pamięci. Rodzaj swoistej terapii rodzinnej. Już po śmierci rodziców, w trakcie jakiejś rozmowy z żoną, nagle dotarło do mnie, że ja nic o nich nie wiem. Kompletnie nie mam pojęcia, skąd się wywodzą, gdzie żyli – opowiada Marek Bartosiewicz, człowiek uparty, skrupulatny i otwarty na ludzi. Bo bez tych cech nie powstałaby książką o niewielkiej, ale wielce starożytnej, datującej swój początek na 1350 rok wsi niedaleko Lwowa – Czyszkach.

***
Kiedy kilka lat temu poprosił naszą redakcję o pomoc, nie spodziewał się takiego odzewu. Pod krótką notką był podany jego numer telefonu i prośba do kresowian, ich dzieci i wnuków o informacje o Czyszkach.
– Byłem po operacji, obolały. A tu nagle rozdzwoniły się telefony. Ludzie z całej Polski chcieli rozmawiać, umawiać sie na spotkania – Bartosiewicz nie kryje, że tak zaczęły się jego peregrynacje po wsiach, miastach i miasteczkach, gdzie rozmawiał o Czyszkach.

***
I tak Marek Bartosiewicz stał się kustoszem ludzkiej pamięci, który ocalił ją dla innych. Zaprzyjaźnił się z komputerem. Sam nauczył się projektować strony internetowe po to tylko, by móc zrobić stronę o Czyszkach. Jeździł do archiwum we Lwowie, trzymał w dłoniach ocalałe z zawieruchy wojennej dokumenty z 1819 roku. Dzięki tej nieoczekiwanej pasji dowiedział się, że jego ojciec za działalność w Armii Krajowej został odznaczony krzyżem Virtuti Militari i umarł, nic o tym nie wiedząc. Dotarł do niezwykłej kroniki, w której spisywano dzieje Czyszek, a która przechowała się u ojców franciszkanów w Krakowie. Wreszcie pojechał pod Lwów i stukał do różnych drzwi, szukając śladów przeszłości.

– Ludzie żyją tam skromnie, żeby nie powiedzieć biednie. Ale są tak samo serdeczni, jak kresowiacy, którzy tamte ziemie opuścili. Niektórzy w trakcie rozmów wstawali i przynosili różne sprzęty domowe, mówiąc: „A to po Polakach zostało”. Trudno, żeby człowieka w takich chwilach coś nie chwytało za gardło – przyznaje Bartosiewicz, który nie kryje, że całe życie, jak na inżyniera przystało, był człowiekiem konkretnym. Aż go nagle dopadła pasja humanisty… – Ale coś mi jednak z tego konkretu zostało.

W książce opisałem sposób budowy domów w Czyszkach – dorzuca ze śmiechem. ** W obronie chłopów z Czyszek, z intencją ulżenia ich ciężkiej doli, wystąpił święty Jan z Dukli (1461 rok).

Od XV do XVII wieku wieś była regularnie niszczona przez Tatarów, Turków i Kozaków, ale też i regularnie ją odbudowywano. W 1708 roku przeprowadzono pierwszy udokumentowany spis ludności. W 1774 roku arcybiskup Wiesław Sierakowski wyświęcił po raz trzeci odbudowany od fundamentów kościół. Parafia liczyła sobie wtedy już blisko 4000 dusz. Z 1820 roku pochodzi najstarszy opis plebanii, w tym samym roku wieś zyskała nową szkołę. Niespełna 100 lat później gmina podejmuje decyzję o zamknięciu jarmarku w Czyszkach. Powód? Za małe zyski i za duże opilstwo. Czy poradził sobie z nim ojciec Józef Katarzyniec, współpracownik o. Maksymilana Kolbe, kandydat na ołtarze – akta jego procesu beatyfikacyjnego są w Watykanie – który na parafię przyjechał w 1914 roku? Miał ułatwione zadanie, bo we wsi było zaledwie 4 procent analfabetów. Kolejny ksiądz, też franciszkanin, o. Innocenty Guz, został beatyfikowany w 1999 roku przez Jana Pawła II razem z innymi męczennikami z czasów II wojny światowej – aresztowany przez NKWD w 1940 roku uciekł w więzienia w Grodnie, ale Niemcom już się nie wyrwał. Został zamęczony w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. W Czyszkach zresztą – co dawni mieszkańcy wsi podkreślają z dumą – w czasie wojny ukrywano XVII-wieczny obraz Matki Bożej Pacławskiej z Kalwarii Pacławskiej. ** Stronę internetową Marka Bartosiewicza o wsi Czyszki (www.czyszki.yoyo.pl) odwiedziło już ponad 11 tysięcy ludzi. On sam szykuje się do wydania swojej książki na własny kosz. Udało mu się już zebrać 63 chętnych, którzy dołożyli się druku w zamian za egzemplarz książki.

———————————–

 

Niniejszy tekst to przedruk z artykułu Katarzyny Kaczorowskiej, „Pamięć o kresach” z dn. 21 marca 2009 „Gazeta Wrocławska”.

Czytaj więcej: http://www.polskatimes.pl/artykul/96528,pamiec-o-kresach,2,id,t,sa.html

5 KOMENTARZE

    • Niestety, tom pierwszy to jedynie 200 egzemplarzy, a tom drugi to 150 egzemplarzy. Jeden komplet (tom I i II) są dostępne w Ossolineum we Wrocławiu.

  1. Znam osobiście odobę urodzoną w Czyszkach w 1941 roku,ojciec był leśniczym…poruszajàca historia tej rodziny.Szkoda,ze wcześniej nie szukano informacji o losach mieszkańców,bo tę mi znaną historię naprawdę warto by było w książce zamieścić.Mam pytanie do pana Marka,czy jest szansa na zdobycie pana książki.Bylby to wspaniały prezent dla moje przyjaciółki,która zawsze ze łzami wspomina Czyszki i historię tragiczną swojej rodziny.Serdecznie pozdrawiam i czaekam na możliwie szybką odpowiedź. Urszula Sęk

    • Proszę ją nagrać i przesłać do nas. Opublikujemy z wielką chęcią. Dobrze, gdyby były jeszcze jakieś zdjęcia 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here