Był potomkiem starego szlacheckiego rodu Śreniawitów (Szreniawitów), osiadłego od dawna w województwie krakowskim. Jego dziad Piotr Ujejski, ożeniony z angielką Anną Skott, gwardzista, przeniósł się na Ruś Czerwoną i we wschodniej Galicji nabywszy duży majątek, dorobił się znacznej fortuny.
12. września 1823 (piątek) w Beremianach, w powiecie czortkowskim, przy ujściu Strypy do Dniestru, na tak zwanym Podolu galicyjskim, z ojca Erazma i matki Ludwiki de domo Wolańskiej – przyszedł na świat, najstarszy z czterech synów, Kornel Ujejski.

W malowniczej okolicy Podola galicyjskiego stała jego kołyska, w wiosce Beremianacli, gdzie dworek na wzgórzu, gdzie Strypa wije się wstęgą, Dniestr huczy, a obficie rozsiane kurhany, ruiny zamczysk, groby murzów tatarskich i t. p. sterczą jako pamiątki ubiegłej przeszłości. Wpływ tych lat dziecinnych, spędzonych w otoczeniu zamożnych a troskliwych i dobrych rodziców, ojca Erazma i matki Ludwiki z Wolańskich, oddziałał na całe życie i wytworzył te porywy serca, które z zapałem i ogniem przelewał na papier.

Chodził do szkoły księży Bazylianów w Buczaczu, aż do czasu, gdy rodzice sprzedawszy wkrótce wieś, przenieśli się do Lwowa i tu młody Kornel znalazł się w otoczeniu starszych nieco kolegów szkolnych, którzy silnie oddziaływali na życie umysłowe nie tylko Galicyi. Nazwiska: Wincenty Pol, August Bielowski, Leszek Dunin hr. Borkowski, Szajnocha i wielu innych zasłużonych pisarzy, tworzyli koło, w którym obracać się przyszło późniejszemu autorowi „Chorału”.

W roku 1844 we wsi Dawidów koło Lwowa, dzierżawionej wtedy przez ojca Kornela, Ujejski pisze Maratonpoemat liryczny, który po raz pierwszy odczytany został na wieczorze literackim w lwowskim salonie A. Kołodzińskiego w 1845 roku i prawdopodobnie wkrótce potem na zebraniu Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie [podaję za Zielonką].

W roku 1847 wyjechał do Paryża, by jako wolny słuchacz w Sorbonie i College de France uzupełnić swoje wykształcenie. Po drodze odwiedził Wincentego Pola (nota bene autora pojęcia Kresy), w Brukseli – Joachima Lelewela; a w Paryżu zetknął się z Mickiewiczem, Słowackim, Bohdanem Zaleskim i Chopinem. Na salonach ks. Adama Czartoryskiego poznał cały ówczesny świat literacki, naukowy i polityczny. Znajomość z twórcą „Dziadów ” i twórcą Kordiana pozostawiła mu wrażenie na całe życie.

Słowacki młodszego brata po lutni uczcił prześlicznym wierszem, Mickiewicz dawał rady, jak ma przemawiać do narodu: ani z głowy, ani z serca, ale z wnętrzności ducha, z najgłębszej głębi swojej istoty. Chopin rozmarzał i entuzjazmował swoją grą czarowną przyszłego tłumacza preludjów i mazurków z dźwięków na słowa.

Zubrza

Ujejski, w roku 1858, kiedy magistrat lwowski, drogą licytacji publicznej, puszczał w dzierżawę największy ze swoich majątków pod Lwowem – Zubrzę, Sichów i Pasieki Zubrzyckie – przelicytowawszy niejakiego Salingera, za cenę 2.000 złr., wziął tę dzierżawę zrazu na krótko, potem jednak wydzierżawił majątek na lat trzydzieści, zobowiązując się do płacenia czynszu dzierżawnego w stosunku progresyjnym sześcioletnim : złr. 2000; 2300; 2600; 2900; 3200.

W związku z tą dzierżawą, przeciwnicy polityczni mścili się na nim za namiętne utarczki w prasie od roku 1860, czerniąc go plotką bezpodstawną, że wyzyskuje swoją popularność, korzysta zbyt wiele z pobłażliwości gospodarzy miasta i z uszczerbkiem dochodów gminy lwowskiej na tak niskich warunkach dzierżawnych eksploatuje majątek. Uważano go za człowieka zamożnego, a nie wiedziano, iż mu troski materialne i kłopoty pieniężne dość często dokuczały.

Prawdopodobnie dworek Ujejskiego w Zubrzy.

Zawód ziemianina-dzierżawcy źle mu się opłacał; grunty znalazł liche, administracja kosztowała drogo, pożar i nieurodzaje podgryzały fortunę, którą ratować musiał zaprowadzeniem przeważnie gospodarstwa nabiałowego na większą skalę.

Jakiś stary major polski zarządzał, a Kornel Ujejski urządzał sobie w obszernym, podłużnym pokoju bibliotekę, układał różne pamiątki, przyjmował odwiedzających i chodząc wielkimi krokami wzdłuż komnaty, prowadził rozmowy, pełne polotu i blasku. A jednak nic w nich nie było na efekt, na otwartym pięknym obliczu i w obejściu poety odbijały się dwa rysy charakteru: całkowita szczerość i wielka serdeczność” – pisano we lwowskiej prasie.

Choć zamiast lat trzydziestu, żył w Zubrzy tylko lat dwadzieścia, to okres ten jest bezsprzecznie należy do najważniejszych w jego życiu. Co prawda, mniej poetyzuje, zajęty twardą pracą na roli i w gospodarstwie. W przeciągu tych lat wydaje „Tłumaczenia Szopena” [1857-1860] i zaczyna pisywać w roku 1860 do lwowskiego „Dziennika literackiego”, słynne artykuły pod tytułem: Listy z pod Lwowa, w których omawiał najważniejsze sprawy społeczne, karcił wady rodaków i spierał się z interlokutorami (mocno atakował Wincentego Pola).

[Ujejski, rok 1876].

W Zubrzy nastąpiły ważne epizody w jego życiu, tu osiedlił się niebawem po ślubie z Ludwiką z domu Komorowską, tu w 1862 pochował w Zubrzy ojca, a w 1867 matkę (choć nie figurują w spisie zgonów parafii Zubrza). Stąd w latach 1877-1878 posłuje przez dwa lata do Rady Państwa w Wiedniu. Tu 14 XI 1879 w wieku 55 lat umiera jego żona Ludwika.

Rok później [1880] rozwiązuje umowę z miastem i ustępuje z dzierżawy majątku, zażądawszy tylko, aby rada miejska, na podstawie akt dawnych, oczyściła go publicznie z niesłusznych zarzutów i upokorzyła oszczerców. Uczyniono temu zadość. Przeniósł się do majątku młodszego syna Romana do Pawłowa pod Radziechowem.

Kornel żyje jeszcze 17 lat. Umiera 19. września 1897 roku, w niedzielę, w majątku syna w Pawłowie. Według jednych o 11:30 w południe, według innych „brzemieniem ciężkiej choroby dotknięty, zasnął cicho w nocy z 19. na 20. września 1897”.

Osierocił dwóch synów: Kordyana [1850-1898 – żył 48 lat] i Romana [1856-1935, żył 79 lat]. Odnotujmy tu dla porządku, że Ujejski miał jeszcze córkę, ale zmarła jako małe dziecko liczące zaledwie kilka lat, prawdopodobnie w 1860 roku.

Został pochowany w Pawłowie. Przytoczmy dwa prasowe przepiękne wspomnienia pogrzebowe o Kornelu Ujejskim:

Cichy, skromny, wioskowy cmentarz w Pawłowie w Galicyi przytulił na sen nieprzespany śmiertelną powłokę piewcy, który świecił niby gwiazda wspaniała w dyademie poezyi polskiej, którego głos bił w niebo i padał, jak kropla ożywcza, na niwy tej ziem i, pobudzał serca do żywszego bicia i wstrząsał do głębi. Wieść o śmierci ś. p. Kornela Ujejskiego, ostatniego niechybnie z satelitów, grupujących się około tego słońca, jakiem był Mickiewicz, wszędzie, dokąd sięga polska mowa, odbiła się echem żałosnem, wszystkie zaś pióra piszących wspomnienia zgadzają się jednomyślnie na to, że runęła potężna kolumna, podpierająca gmach naszej sławy poetycznej. Jesień zrywa pomarłe liście z drzew, a śmierć przychodzi i zabiera nam najdroższe istoty. Bo ze wszystkich poetów współczesnych Kornel Ujejski był nam najdroższym Za życia jeszcze stał się on postacią legendową. Gdy przeczytaliśmy o nim telegram, zaopatrzony zamiast nagłówka krzyżem, wstał przed nam i z legendy na nowo człowiek żywy, człowiek tak drogi, iż zdaje się nam , że gdybyśmy położyli rękę n a jego zmarłem sercu, to drgnęłoby ono jeszcze jakąś resztką życia.
„Gdy umiera taki Ujejski, niepodobna nastrajać pamięci na ton archiwalny, zaglądać do metryk, lub ze szkiełkiem znawstwa przeglądać szwy jego dzieł. Płakać się tylko chce razem z tą jesienią, która szumieć mu będzie nad jego grobem. Rzucićby się chciało bodaj kwiatek skromny na tę trumnę, wyrazić szczątkom tego drogiego człowieka miłość naszą i obmyć przy nich duszę własnemi łzami.”

A tak o zmarłym poecie pisał Marian Gawalewicz w Kurierze Warszawskim [1897]:

„Po Asnyku Ujejski!
Kilka tygodni temu oddaliśmy jedną wielką trumnę ziemi; dziś znowu drugą ochłonie grób i zazdrośnic zamknie się nad nią na wieki. Poezja polska grzebie ostatniego z tych świadków i przedstawicieli południowej swej doby, które jeszcze przyświecało trójsłońce: Mickiewicz— Słowacki— Krasiński. Dziś niema już nikogo z tej promienistej plejady, która, jak aureola z gwiazd, błyszczała nad bóstwem poezji naszej; odleciały już wszystkie wielkie duchy ojców tej pieśni, która rozbrzmiewała całym pokoleniom w połowie bieżącego stulecia i karmiła serca nektarem wzniosłych uczuć i szczytnych idei.

Teraz ostatni z nich przez grób zstąpił do wieczności i oczy zamknął na sen nieprzespany. Lutnia oddawna z rąk mu się wysunęła; przez całe dziesiątki lat milczał, nie kładąc palców na porwane struny.

Okres jego rzeczywistej twórczości był niedługi, przypadał na najpiękniejszy wiek w życiu mężczyzny między dwudziestą wiosną a czterdziestem latem; młodość i poezja, to jak dwie siostry, które wzajem udzielają sobie kwiatów do wieńca. Z dobrego gniazda wyszedł; ojciec, zawołany gospodarz, zamiłowany w swym zawodzie ziemianin,człowiek wielkiej zacności i dobroci; matka, kobieta niepospolitych zalet umysłu i charakteru , wpoili w duszę i serce swego dziecka najszlachetniejsze pierwiastki myśli i uczuć.

WSPOMNIENIA

Zachowała się także relacja ze spotkania z Ujejskim jednego z dziennikarzy warszawskich, wydana kilka lat po śmierci Kornela, autorstwa T. Jeża, Ze wspomnień starego włóczęgi [Zurich 1903]:

Oczom moim przedstawił się człowiek w pełnym a całym piękności męskiej rozwoju. Wzrost średni, budowa ciała silna, głowa do góry, pokryta włosem płowym, obramującym oblicze o rysach reguralnych, oświecone błękitnemi, pogodnie patrzącemi oczami, czoło wyniosłe, wąs nieobfity, wyraz w całości wziętej postaci poważny, ujmujący i ufność wzbudzający. Powitał nas uprzejmie, bez przesady i wprowadził do izby, której widok nie wywołał ze strony mojej objawu zdumienia dla tego tylko, że uczucie przyzwoitości powściągało mnie od wydania okrzyku: A toż co!…”
Była to izba duża, dłuższa niż szeroka, mająca ze względu na rozmiary swoje pozór sali we dworze szlachcica zamożnego, przeznaczonej specyalnie na wystąpienia, na podejmowanie gości licznych, na tańce. Nieodpowiedmość rejtszuli takiej we dworku dzierżawcy, którego o dostatki podejrzewać me można było, w oczy bila. Zastanawiało również wewnętrzne jej urządzenie. W jednym kącie na stole i na podłodze widzieć się dawały kupami zrzucone książki. Usprawiedliwiała to do pewnego stopnia świeża gospodarska instalacya, chociaż z drugiej strony rzeczą było wiadomą, że gospodarz ów ma nie od dziś z książkami do czynienia, trzymać je więc poprzednio musiał w szafach, lub na półkach, nie zaś na stołach i podłodze. Drugi mebel, który uwagę na siebie zwracał, był to duży stół krągły, który służył za podstawą dla sporej ilości w kształcie stożkowym ułożonych różnych kamieni, przedstawiających imitacyę wzgórza kamienistego, naniesionego przez jakąś rewolucyę przyrody. Ż piramidki tej przeglądał piaskowce, łupki, granity, krzemienie, wapniaki, niektóre mchami okryte, inne srebrzystą lub złocistą miką połyskujące, w środku tu i ówdzie przewijały się bladozielone rośliny i powoje suchotnicze. Kiedym się wzgórzu temu na stole przyglądał, Ujejski rzekł od niechcenia: — Okazy minerałów krajowych…
Podejrzewam atoli, że wzgórze to posiadało jakieś znaczenie symboliczne. Kiedym po kamieniach oczami prowadził, o słuch obiło się mi gruchanie gołębi. Obejrzałem się. Na przekładzinie drążkowej, podobnej do przekładzin, zwanych na Rusi bantami lub siudłami, na Mazurach nie wiem jak, umieszczanych w kurnikach i pełniących funkcyę kurzych łóżek sypialnych, siedziała para gołębi. Nigdy nie widziałem podobnych. Prześliczne ptaki. Duże, mlecznie białe, o dzióbkach i łapkach czerwonych, przystrojone w czubki na głowach i w kamasze na nogach— oczy widokiem swoim zrywały. Samczyk gruchał, boczkiem się drobnemi kroczkami przysuwając do samiczki, która, gdy się do niej za blizko przysunął, skrzydła rozwinęła i cichym lotem na drugą się drążkową przekładzinie przeniosła. Samczyk za nią pośpieszył i obok niej usiadł. Po chwili na nowo rozpoczęło się gruchanie i powtórzyło przelatywanie. Zastanawiającą była dziwna cichość latania. Skrzydła gołębi tych, nie te łopotliwe, jak skrzydła gołębi pospolitych, szelestu najmniejszego na nie dawały. One również wyrażać coś symbolicznego musiały. Zapytywałem o to Dobrzańskiego – nie wiedział. Umiał jeno powiedzieć mi, ze komnata, w której się to wzgórze kamieniste wznosiło i te gołębie przebywały, ukształtowała się skutkiem usunięcia dwóch ścian, stanowiąc) ca przepierzenia trzech izb, i nazwaną przez Ujejskiego została salą dumań.
(…) Bił od tej postaci akcent obywatelski, wypowiadający się każdym ruchem, giestem, tonem mowy, wejrzeniami poety. Ogłaszał w czasie onym drukiem oskarżenia w obec opini publicznej, dawniejszego przyjaciela swego W. Pola – i była o tem mowa: Dobrzański oskarżenia potęgował, Kornel łagodził: w słowach jego czuć się dawała przykrość, pochodząca z konieczności spełnienia obowiązku obywatelskiego.
Z sali dumań przeszliśmy do sieni, gdzie pani Ujejska, kobieta dobra z zacnych najzaczniejsza, ale na małżonkę dla poety niestworzona, zastawiła dla nas podwieczorek. Przypominam sobie, że w skład podwieczorku wchodziła śmietana; z racyi jej dowiedziałem się o zamiarze Kornela prowadzenia w Żubrzy gospodarki mlecznej. I ani nie okazywała nam uprzejmości szczególnej, nie będąc radą wdawaniu się męża z figurami, należącemi do świata, który nie był jej światem – literackiego, artystycznego.
Po podwieczorku, gdyśmy się wybierali powracać do Lwowa per pedes, Kornel odejść nam niedał.
— Poczekajcie… odwiozę was…
Odjechaliśmy tak zwanym „liternym” drabiniastym wozem, siedząc bokiem z nogami przez drabiny wywieszonemi. W podróży tej ta w stosunku pomiędzy nim a mną zaszła modyfikacya, żeśmy się przestali panać.
On pierwszy przemówił do mnie po imieniu, przez ty; jam mu się odwzajemnił i od momentu tego zapanowało pomiędzy nami to coś, co ludzi brata. We Lwowie przy wieczerzy w jakiejś jadłodajni, byliśmy już ze sobą na stopie znajomości nie przed dwiema zawiązanej godzinami, ale datującej od lat—lat, nie dających się zliczyć z łatwością, a nie nacechowanej żadnemi uniesieniami, żadną nadczułością, która zwykle z czasem chłodnie i stosunki psuje. Pomiędzy nami stosunki zawsze w równej trzymały się mierze mimo, żeśmy się nie we wszystkiem zgadzali on -mistyk, ja realista,—mimo, żeśmy się nie raz ostro sprzeczali.
Sprzeczka zaszła w dniu poznania się—przy wieczerzy. Podano nam coś mięsnego, bifsztyk zdaje się. Kornel przeciwko mięsożerstwu wystąpił.
Dobrzański i ja stanęliśmy w obronie mięsożerstwa. Nie braliśmy opinii Kornela we względzie tym na seryo. Niebawam jednak przekonaliśmy się, że on ją całkiem wyraził poważnie, pod sztandar wegietaryanizmu, poprzedziwszy się piękną do publiczności o zaprzestanie jedzenia mięsa odezwą. Odezwa była czytaną, zachwycano się nią; zachwycano się zwłaszcza ustępem, w którym zaznaczywszy, że jadając mięso, żywimy się ciałem bliźnich naszych, zwraca się do płci pieknej rozmiłowanych w piosenkach, kwiatkach, ptaszkach panienek i wyrzuca im pożeranie pieczystego, ze skowronków. Zwegietaryanienie sią jego nastąpiło później trochę. Nim zaś nastąpiło spędziłem z nim pamiętną mi chwilę. Prawie codziennie wieczory schodziły mi w jego i w ówczesnej młodzi literackiej towarzystwie. Niekiedy przyjeżdżał konno. Lubiłem widywać go na koniu. Pozował. Widziało się to. W pozowaniu jego atoli przebijało się poczucie piękna — to poczucie, które duszę poety z duszą niewieścią spokrewnią. W duszy Kornela pierwiastku niewieściego dużo — dużo było. Bądź co bądź z kart dziejów piśmiennictwa polskiego wieki go wykreślą.

8 grudnia 1901 roku przy ulicy Akademickiej we Lwowie stanął pomnik Kornela Ujejskiego autorstwa Antoniego Popiela.

Po wkroczeniu armii bolszewickiej pomnik został zdjęty i w roku 1950 przekazany władzom polskim. Początkowo trafił do parku w Wilanowie, gdzie składowano odzyskane z Kresów artefakty, by w roku 1956 przenieść go do Szczecina. Na nowo pomnik odsłonięto dopiero 9 grudnia 2006 roku.

Szczecin. Pomnik Kornela Ujejskiego.

W międzywojniu szkoła w Zubrzy nosiła imię Kornela Ujejskiego.

Szkoła w Zubrzy widok współczesny. Zbiory Elżbiety Dzikowskiej.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here