Latem 1944 roku, oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii  coraz bardziej zbliżały się do Lwowa. Dowództwo tamtejszej Armii Krajowej podjęło decyzję o przeprowadzeniu „akcji represyjno-zapobiegawczej”. Głównym celem była obrona mieszkańców podlwowskich wsi przed UPA, której ciągłe napady i mordy na ludności polskiej, mobilizowały Polaków od akcji odwetowej. Celem uderzenia stała się ukraińska wioska Szołomyja, w której  stacjonował batalion UPA, a jej ukraińscy mieszkańcy czynnie ich wspierali. Wieś znajduje się zaledwie kilka km od Lwowa (okolice Dawidowa i Krotoszyna).

W ataku wziął udział oddziały 14 pułk ułanów jazłowieckich AK, oraz ochotnicy z sąsiednich wsi: Czyszek, Winniczek, Gańczar, Biłki Królewskiej, oraz Dawidowa, Zubrzy i Pasiek Zubrzyckich, pod dowództwem Dragana Sotirovicia ps. „Draża”.

Akcja, którą dowodził kpt. Sotirović, rozpoczęła się w sobotę 10 czerwca 1944 r. Gwałtowny atak całkowicie zaskoczył Ukraińców. Wieś została otoczona i zniszczona, spalono ok. 60 gospodarstw, zginęło kilkadziesiąt osób, banderowców i cywilów.

Tak tę sytuacje opisuje z perspektywy kilkunastoletniego chłopca Pan Ludwik Ferenz – świadek tamtych wydarzeń, mieszkaniec Pasiek Zubrzyckich, którego starszy brat – Stanisław Ferenz, oraz teść brata – Jan Niemsowicz – brali udział w tej akcji.

W roku 1943 nasiliły się napady na polskie wioski. Ukraińcy mordowali co dzień. Banderowcy zbierali się, a potem napadali na polskie wioski. AK zorganizowało się, postanowiło wziąć odwet na Szołomyi. Przeprowadzono dokładny wywiad i okazało się, że właśnie tam był sztab UPA. Pewnego razu, po południu, kiedy pasłem krowy (na ośmiu morgach – to było nasze pastwisko) spostrzegłem jadące furmanki, za nimi szło kilku mężczyzn, potem było ich coraz więcej. Wszyscy zdążali do Krotoszyna. Od razu wiedziałem, że coś się wydarzy. Wieczorem, jak zwykle, pełniliśmy wartę. Około dziesiątej słychać było w oddali wybuch granatów, strzały karabinów maszynowych, rakiet oświetlających. Nie wiem skąd wiedzieliśmy, że to odwet, że tym razem nasi zmuszeni do walki zniszczyli wioskę Szołomyje i jej mieszkańców. Od tego czasu już żadna Polska wioska nie została spalona przez Ukraińców. Przestali mordować Polaków.

Ze świadectw wynika, że w akcji wzięło udział w sumie około 100 żołnierzy (14 pułk ułanów jazłowieckich) i ochotników. Wyruszono z Czyszek. O zmierzchu oddział dotarł do Szołomyi. Kilometr przed wsią nastąpiła odprawa z przydzieleniem zadań. Następnie kpt. „Draża” (Sotirović) przemówił do żołnierzy, wspomniał o polskich ofiarach. Następnie zmówiono modlitwę. Oddział podzielił się na dwie grupy: mniejsza, dowodzona przez kpt. „Drażę”, miała zaatakować wieś od północy. Większa, około 80-osobowa, od południa. Polacy, w celu odróżnienia w ciemnościach, założyli na rękawy białe opaski. Grupa kpt. „Draży” od razu natknęła się na placówkę ukraińską uzbrojoną w karabin maszynowy. Została ona zlikwidowana bez wystrzału i bez strat. W tym momencie zaatakowała druga grupa. Nie natknięto się na żaden opór. Żołnierze polscy idąc tyralierą wrzucali przez okna chat granaty lub butelki z benzyną. Pozostawiono tylko cerkiew.

Po akcji żołnierze AK wycofali się z dwoma rannymi. Jeden zaginiony zabłądził, ale następnego dnia powrócił do oddziału. Według meldunków polskich spalono 55-60 gospodarstw, zginęło od dziewięciu do kilkudziesięciu ukraińskich mieszkańców (przypuszczalnie głównie spalonych żywcem lub uduszonych dymem). Zabrano również około 100 sztuk bydła. Zdaniem Jerzego Węgierskiego, opierającego się na meldunkach Armii Krajowej, zginęło od dziewięciu do kilkudziesięciu mieszkańców wsi. Zdaniem Anny Fasntacht-Stupnickiej, badającej źródła dotyczące wydarzeń w Szołomyi, zabitymi byli baderowcy, a miejscowa ludność ocalała schroniona w cerkwi.

Wg Autorów opisujących historię 5 dywizji piechoty AK, był to odwet za zamordowanie 4 lutego – 70 Polaków i spalenie gospodarstw w HanaczowieOddział AK w sile 100 żołnierzy 27 maja rozbił bazę UPA we wsi Szołomyja. Akcją dowodził kpt. „Draża”. Spalono 60 gospodarstw, a mieszkańcy uciekli. 

Po tej akcji, UPA w tej okolicy, zaprzestała napadów na polskie wsie. Ze wspomnień wielu ówczesnych mieszkańców wiadomo, że niepokój o atak band UPA stale im towarzyszył, dlatego utrzymywano patrole samoobrony.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here